This is my story...



This is my story Dziś rano, jak pewnie wielu z was wie skończył się ostatni (w sumie trzeci a dla mnie drugi) Weekend Beta Event gry Guild Warsy 2. O ile na poprzednim skupiłem się bardziej na poznaniu mechaniki postaci i podstaw craftingu o tyle tym razem zająłem się rozgrywką drużynową i PvP (battlegroundami) i WvW (walkami pomiędzy serwerami). Podobnie jak poprzednim razem bawiłem się wyśmienicie wycinając sobie cały weekend życiorusu (Raptr naliczył mi 30 godzin rozegrane w sobotę i niedzielę) 

>Warstwa fabularna.

Oczywiście zaledwie liznąłem ją nie chceąc psuć sobie zabawy w pełnej wersji gry, ale już mogę powiedzieć, że wątek główny postaci jest poprowadzony wręcz wzorowo. Podczas tworzenia postaci wybieramy klocki pozwalające nam określić niektóre fakty z przeszłości postaci. Każda kombinacja klocków daje własny, mam nadzieje mało powtarzalny, początkowy wątek fabularny (w sumie jest ponad 40) Jeżeli podobnie wygląda sytuacja dalej… Oj będzie się działo… 


Klasy i Mechanika postaci.

 Najważniejszą cechą GW2 wydaje się odejście od świętego w MMO trójpodziału obowiązków. W grze nie znajdzie się klas stricte leczących i w sumie stricte tankujących, a raczej mieszanki. Każdą z klas można raczej definiować raczej jako hybrydę DPSa z czymś dodatkowym czy to healerem, czy bufferem czy tankiem. W zależności od sytuacji można mam wrażenie kilkoma kliknięciami przebudować się odpowiednio do pełnienia w kolejnym starciu odpowiedniej funkcji. Pewnie odpowiednie rozłożenie punktów talentów bardziej wyspecjalizuje postać, ale same w sobie możliwości dają dość uniwersalne pole do popisu. Wywróceniem zasad (w porównaniu do klasycznych MMO takich jak WoW) jest system umiejętności. Każda broń jaką weźmiemy do rąk daje nam swoje własne unikalne (i zależne od klasy) zdolności, dlatego kluczem do sukcesu będzie pewnie odpowiednie opanowanie swoich broni i momentów w których należy ją zmieniać. Odpowiednie bronie pozwalają też całkowita zmianę specyfikacji. Arcymistrzowstwem jest tu oczywiście wojownik ze strzelbą mogący stać się całkiem przyzwoitym range-DPS. Oprócz umiejętności zależnych od broni mamy dodatkową grupę umiejętności – wykupowanych za specjalnie punkty pozwalających prawie dowolnie dokonfigurować naszą postać. 

Świat i questy. 

GW2 to też odejście od tradycyjnego systemu „wykrzyknika nad głową”. Za wyjątkiem głównych linii fabularnych wszystkie pozostałe misje są „zadaniami obszarowymi”, czyli pojawiają się po wbiegnięciu w odpowiednią strefę i znikają po wybiegnięciu z niej. Questów mamy dwa rodzaje. Po pierwsze są tzw „serduszka” czy misje stałe, które polegają na wypełnieniu odpowiednich czynności w odpowiedniej strefie. Co ciekawe zazwyczaj jest wiele dróg ukończenia każdego serduszka i nie wszystkie wymagają użycia przemocy. Drugim rodzajem są eventy czyli odbywające się do jakiś czas wydarzenia mające konkretne cele i zazwyczaj konkretne metody na wypełnienie ich. Są to różnego rodzaju eskorty obrony czy polowania na minibossy. Oba rodzaje skalują poziom trudności w zależności od ilości graczy biorących akurat udział w misji. Całość daje wrażenie żywego świata gdzie nigdy nie wiemy co spotka nas za następnym wzgórzem albo co zastaniemy gdy wrócimy do niedawno miniętej wioski. 

PVP i WVW. 

Dobrze opracowane PVP to klucz do sukcesu albo porażki MMO. W GW2 nie uświadczycie tzw world PVP czyli polowania na graczy grzecznie wykonujących sobie questy – po prostu nie można atakować innych graczy. Sytuacja zmienia się gdy postanowimy wybrać się na jeden z battlegroundów, wziąć udział w turnieju lub zakosztować życia wojaka na froncie walki z innymi serwerami. Pierwsza opcja, potwornie zbugowana w obecnej becie, to klasyczne i obecne w wielu MMO instancjonalne starcia kilku na kilku. Turnieje zaś to starcia przygotowanych 5 osobowych druzyn w systemie pucharowym. Prawdziwym jednak mięchem guldwarsowego pvp są starcia WvW. Są to walki o dominacje nad terytoriami toczone pomiędzy serwerami. Na olbrzymiej mapie spotykają się chętni z trzech serwerów by walczyć ze sobą o prestiż i surowce. Jest tu miejsce na machiny oblężnicze, zdobywanie zamków, wielkie starcia setek graczy, ale również na działania partyzanckie, przejmowanie obozów i likwidowanie przemierzających pole walki karawan. Kilka godzin jakie spędziłem łomotając się z setkami innych graczy zdecydowanie wpłynęły pozytywnie na mój odbiór gry. 

Crafting.

Crafting po kilku godzinach zabawy w poprzedniej becie wydaje się przyjemny. Na pierwszy rzut oka wygląda podobnie do tego obecnego w WoWie czy TORze, ale po wbiciu kilku punktów wrażenie to okazuje się mylne. Olbrzymią innowacją jest własnoręczne odkrywanie recept na bardziej skomplikowane przedmioty. W specjalnym panelu eksperymentujemy z posiadanymi składnikami próbując złożyć je w sensowny sposób, tak by powstał nowy lepszy przedmiot. Z początku wydaje się to skomplikowane ale szybko można wyuczyć się zasad, a potem zostaje tylko spędzenie wielu godzin na radosnym eksperymentowaniu. Szczerze mówiąc dopóki nie zmaksuje profesji nie zamierzam nawet zaglądać na strony z receptami. Za wiele frajdy będę miał z własnoręcznych odkryć. Craftingowi w GW brakuje co prawda wiele do L2 labo Evki ale i tak jest przyjemniejszy niż w wielu MMO, w które grałem. 

Łyżka dziegciu. 

GW2 nie jest oczywiście ideałem i jeszcze wiele pracy przed developerami nim gra stanie się w pełni miodna. Najwięcej braków jest w PVP. Brak możliwości drużynowego zapisywania się na battlegroundy, brak możliwości pojedynkowania się z przyjaciółmi i wykładające się kolejki na BG to wady bardzo uprzykrzające rozgrywkę w PVP. Kuleje potwornie optymalizacja. Niektóre, całkiem potężne kompy dławią się grą i tracą sensowną ilość klatek. Sporą niewiadomą pozostaje też endgame, który jak wiadomo przesądza o długowieczności MMO. O ile PVP wydaje się gwyalny o tyle PVE może okazać się na dłuższą metę nudne i pozbawione wyzwań.

Jaxowym okiem. 

Prawie absolutnie pewne jest, że zacznę 28 sierpnia swoją przygodę z retailową wersja Guild Wars 2. Mam nadzieję ze da mi wiele godzin rozrywki i wspólne zabawy ze znajomymi i mam nadzieje obcymi. Pod dwóch betach i potwornej wewnętrznej walce wydaje się, że moją pierwszą postacią będzie Charr (kotokrowa) Wojownik z Żelaznego Legionu. Ta klasa najbardziej pasuje do mojego stylu grania i mimo ze po raz pierwszy od dawna nie będę grał healerem to mam nadzieje, że znajdę się w tej roli. Kuszą mnie jeszcze inżynier (ale jak na pierwszą postać może okazać się zbyt irytująco śmiertelny), strażnik (może leczyć i ma dużą przeżywalność, ale jest strasznie żałośnym range-DPSem) i oczywiście ranger (uwiodło mnie rozróżnienie między krótkim a długim łukiem i świnia jako zwierzak). Ale przecież czeka mnie wiele przygód w Tyrii i na jednej osiemdziesiątce się pewnie nie skończy. Mam nadzieje spotkać niektórych z was w grze, czy to jako braci w mieczu czy jako mięso rażone kulami z muszkietu na polu bitwy. 
Do zobaczenia!

Komentarze

  1. Buuu, odkąd widuję trailery i zaglądam na stronę GW2 bardzo ciągnie mnie do tej gry (Char Inżynier! No i oczywiście człowiek-nekromanta) Ale dopóki nie zbiorę pieniędzy na renowację/wymianę komputera nie ma szans. A, że bez Piekielnej interwencji albo przynajmniej małego cudu raczej nie nastąpi to w tym roku... Ech. Sad panda is sad.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz