Krakon 2011 - dzień trzeci (i posumowanie)


Ostatni dla mnie dzień Krakonu minął dla mnie spokojnie. Jak to trzeciego dnia konwentu czułem lekką zmułę i mimo, że spałem pomiędzy dniami konwentowymi w domu czułem to klasyczne konwentowe zmęczenie materiału.
W sobotę konwentową znów trafiłem na kilka prelekcji. Z naprawdę ciekawe byłby dwie - prelekcja o gangach motocyklowych (niestety nie dowiedziałem się jak SoA zostało odebrane przez środowisko gangerów w Stanach) i Sonego prelekcja o wypędzie ( wredny, paskudny i brzydki Sony nie przywiózł próbek degustacyjnych)
Wystartowałem w konkursie wiedzy o SF Tyrra. Twórcy musieli odrzucić kategorie Gasnące Słońca bo wiedziałem z niej więcej od nich. Konkurs wygrałem i zgarnąłem Diune z grafikami Siudmaka i brakującą Honor.
W finale Gramy wtopiłem koncertowo. Położyłem sesje. Powodów jest kilka i oczywiście mógłbym tłumaczyć (głównie sobie) ze to nie była do końca moja wina jednak ostatecznie to ja wtopiłem. Cóż, doszedłem do finału wiec wstydu nie ma. Wygrał Bonio. Zasłużenie. Najlepiej wyczuł konwencje i MG i dlatego wygrał. Sama sesja była krótka, intensywna, całkiem ciekawa, lecz z całym szacunkiem dla Beacona (bądź beacona) słabiej mnie trafiła i słabiej mnie wciągneła niż wcześniejsza sesja u Linki.
Ogólnie Gramy bardzo mi się podobało. Wykonałem zadanie, które założyłem sobie przystępując do konkursu - zagrałem jako gracz i nauczyłem się wiele jako Mistrz Gry (przecież obserwacja innych MG i ninjowanie ich pomysłów to podstawa). W tym miejscu chciałbym podziękować Repkowi za organizacje i wszystkim MG za poprowadzenie sesji. Chciałbym w tym roku wybrać sie na PMMa i to jako gracz i zagrać w jak największej ilości sesji konkursowych. Myślę, że to świetnie pozwoliłoby mi zanalizować zmiany jakie zaszły w graniu i prowadzeniu w ciągu ostaniach kilku lat (i byłoby świetnym materiałem na artykuł)
Na konwencie nie bawiłem się źle. Mimo że spotkałem ostatecznie gdzieś około 2k20 + k10. znajomych (starych lub nowopoznanych) to zazyczaj było z kim pogadać i powłóczyć się po konwncie. Najlepiej bede wspominał czas spędzony z ludźmi z ochrony. Wielką robotę na konwencie odwalił Doomtiger jako szef ochrony i naczelny nadzorca wszystkiego co szło źle i jego lojalny toudi czyli Vempaj. Wielki brawa panowie.
Dawno na krakowskim konwencie nie było tylu ludzi. Mimo, że w znakomitej wielkości byli to mangowcy przewineło sie całkiem sporo fantastów i rpgowców. Trzeba było poszukać popatrzeć i poanalizować ale było ich całkiem wielu. Głownie z następnego już chyba względem mnie pokolenia RPGowego ale fakt jest faktem, że byli. Mam nadzieje, że wróży to przetrwanie krakowskim konwentom.

Tradycyjne podziękowania na koniec relacji

- Adonowi, za to że chciało mu się organizować konwent i mnie zaprosić.
- DoomTigerowi, za trzymanie wszystkiego w kupie.
- Vempajowi za specyficzne kontrolowanie bramki na wejściu.
- Repkowi za zorganizowanie Gramy i bardzo fajną sesję
- Lince za to że pozwoliła mi na bycie kapłanką Itry i za sesje ktorej sie bardzo bałem a była świetna i za to że nie było na niej bohemy
- Beaconowi za emocjonujący finał
- Morphei - mam nadzieje, że zagram u Ciebie następnym razem
- Puszkinowi - za prelekcje która była bardzo prawdziwa i za wspominki o dawnych czasach.
- Sonemu za bycie Sonym i dyskusje o Wh40k
- Tyrrowi et consortes za konkurs
- Merowi za odpowiedni poziom abstrakcji przy wyborze planszówki
- całej reszcie ochrony za knurowe dyskusje.
- wszystkim innym o których zapomniałem a powinienem był wspomnieć...

Komentarze

  1. Fajnie, ze opisales konwent, nie ma to jak relacja z 1 reki, az mi sie miejscami lezka w oku zakrecila wspomnajac te klimaty...

    Zapomniales tylko ile nieletnich mangowek wypaczyliscie swoimi knurowatymi i chrumkajacymi tudziez klasycznie GGFFowymi komentarzami :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Nieletnie mangówki zawsze włóczyły sie w otoczeniu hord... A "Nec Hercules contra plures"

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz